25 kwi 2017

'Pan Klarnet' N. Stone + ogłoszenie :)

Zanim przejdziemy do recenzji, pragnę zaprosić was na noc czytania, którą organizuję na Mini Maratonach :) Więcej szczegółów na grupie, kliknijcie w bannerek :)


~.~


Tytuł: Pan Klarnet (oryginalnie: Mr Clarinet)
Autor: N. Stone (tłumacz: Zysk i Sk-a)
Cykl: Max Mingus
Ilość stron: 572
Wydawnictwo: Zysk i Sk-a (w roku: 2009)


Opis:
Śmierć żony i osiem lat w więzieniu odmieniły Maxa Mingusa, byłego gliniarza i prywatnego detektywa z Miami. Chcąc uciec od przeszłości, udaje się na Haiti - wyspę pełną tajemnic i niebezpieczeństw - celem odnalezienia Charliego Carvera, wnuka najpotężniejszego człowieka w kraju. Podążając tropem Pana Klarneta, mitycznej postaci odpowiedzialnej za porwania dzieci, Mingus trafia w sam środek piekła, gdzie panuje nędza i przemoc.


Opinia:
Styl autora mogłabym określić jako płytki, zbyt opisowy, pozbawiony humoru i ogólnie nużący. Zdecydowanie najgorsze były opisy - długie, zupełnie niepotrzebne i wyglądające, jak próba popisania się talentem opowieści, którego Nick'owi Stone'owi brakuje. Dodatkowo określenie rżeć rubasznie w odniesieniu do kobiety, która podnieciła głównego bohatera właśnie tym rżeniem, chyba na zawsze pozostanie w mojej głowie; i wcale mnie to nie zachwyca.

Fabuła książki wydawała się być ciekawa. Mamy rok 1996, dwa lata temu zaginął wnuczek jednego z najbogatszych ludzi na Haiti. Max, zaraz po wyjściu z więzienia za potrójne morderstwo, zostaje zatrudniony jako prywatny detektyw, aby odnaleźć chłopca. Sami przyznacie, że to zapowiada doskonały kryminał, w dodatku z ciekawym i mało znanym miejscem akcji. Gdzieś znalazłam także informację, że autor ma podwójne obywatelstwo, w tym haitańskie. Oczekiwałam więc porywającej akcji, plastycznych opisów Haiti oraz zaskakującego wątku kryminalnego.

Nie dostałam nic z wyżej wymienionych rzeczy! Jasne, autor bardzo dokładnie opisuje Haiti. Problem w tym, że zbyt dokładnie - powinien raczej skupić się na pisaniu powieści, a nie przewodnika turystycznego. Dodatkowo wplata strasznie dużo haitańskiej historii, która nie zawsze ma odniesienie do akcji i została tam wepchnięta raczej na siłę. Nie mogę natomiast odmówić mu zaciekawienia mnie historią voodoo oraz magii, w jaką wierzą Haitańczycy. Sama legenda Pana Klarneta również okazała się bardzo ciekawa, choć późniejsze rozwiązanie jej wydawało mi się niesamowicie naciągane.

Wasze miłosierdzie to kłamstwo, które opowiadacie ludziom takim jak ja, żeby zanadto się nie przyglądali waszym niegodziwościom.

Przechodząc do spraw niezwiązanych z miejscem akcji, pragnę zauważyć, że książka jest po prostu nudna i przepełniona opisami. Samą historię rozwiązania zagadki kryminalnej można było spokojnie umieścić w przedziale 200-300 stron, a nie ponad 500. Akcja wlecze się, starając się ukazać nam raczej Haiti, a nie wątek kryminalny. Co do samego wątku mam także wiele zastrzeżeń. Na przykład główny bohater tak po prostu większość rzeczy zgadywał i, o zgrozo, za każdym razem miał rację! Jasnowidz normalnie! Dodatkowo sprawa miała dotyczyć zaginięcia Charliego, a autor rozbił w pewnym momencie śledztwo na dwa, przy czym zajął się bardziej tym wątkiem dodatkowym. Przeszkadzał mi także styl w odniesieniu do rzeczy opisywanych na kartach powieści - jeżeli ktoś opowiada beznamiętnie o pedofilii i okrucieństwie wobec dzieci, mam ochotę go strzelić. A taka była ta powieść - totalnie wyzuta z emocji! Zakończenie natomiast nie usatysfakcjonowało mnie zupełnie.

Max to bohater skonstruowany tak źle, że jego charakter w pewnym momencie się posypał. W jego charakterystyce pojawiły się nieścisłości oraz przeczące sobie zachowania. Facet, który dopiero co stracił żonę, już posuwałby (i to jest określenie z książki) Chantale, której zupełnie nie zna! A podobno tak kochał tę swoją Sandrę, był jej wierny, nadal nie przebolał straty... A po chwili: ależ ta Chantale ma cycki, ależ bym ją przeleciał... W ogóle bohaterowie na kartach tej powieści mają bardzo mało wspólnego z realnymi postaciami. Są płytcy, brakuje im emocji, a w ogóle to przez pierwsze dwieście stron zdążyłam odnieść wrażenie, że ponad połowa z nich albo jara, albo pije, albo nałogowo pali, ALBO wszystko na raz. Może frytki do tego?

Szukacie dobrego kryminału? Na pewno nie jest to Pan Klarnet. Nie wiem, jakim cudem ta książka zdobyła nagrodę! (info z Goodreads). Jako źródło wiedzy o Haiti, jego historii włącznie z Papa Doc'em oraz Baby Doc'em, a także legendami i wierzeniami - polecam. Jako kryminał odradzam stanowczo! Książkę wymęczyłam, skończyłam ją nieusatysfakcjonowana oraz zniesmaczona beznamiętnym opisywaniem krzywdy dziejącej się dzieciom.

23 kwi 2017

'Piętno Pielgrzyma. Zbuntowani' J. Lasgórski

Tytuł: Piętno Pielgrzyma. Zbuntowani (oryginalnie: -)
Autor: J. Lasgórski (tłumacz: -)
Cykl: Piętno Pielgrzyma
Ilość stron: 552
Wydawnictwo: JAVIKO (w roku: 2017)


Opis:
Ander Sandor z grupą przyjaciół, młodych i niepokornych, buntują się przeciwko regułom świata, w którym żyją: powszechnej inwigilacji, zastraszaniu ludzi i drakońskiemu prawu. Posiadają niezwykłe umiejętności, które stają się powodem prześladowania i prób zmuszenia ich do przekazania bezcennej wiedzy. Zbuntowani nie godzą się służyć oligarchom, kwestionują wypaczony system wartości, na którego szczycie postawiono konsumpcję, odrzucają uległość i sprzeciwiają się powstającej rasie nadludzi – Wybranym. Korzenie ich świata tkwią głęboko we współczesności, tu i teraz.
Na drodze ku upragnionej wolności bohaterowie odnajdują artefakty nieznanej cywilizacji, a w krytycznych chwilach uzyskują wsparcie ich prawowitych spadkobierców. Ucieczka w zdewastowane i opuszczone regiony Ziemi nie rozwiązuje sytuacji. Zbuntowani są wciąż niebezpieczni dla elity rządzącej. Zagrażają sprawowaniu przez nią władzy absolutnej i planom zawłaszczenia siostrzanej planety. Mimo że ciągle walczą o przetrwanie, potrafią cieszyć się życiem, przeżywają pierwsze miłości, są pełni optymizmu, nie opuszcza ich też dobry humor. Nie rezygnują ze spełnienia swoich marzeń o lepszym świecie. Nawet ścigani i więzieni demaskują przestępczą działalność Wybranych. Korzystając ze swoich wyjątkowych umiejętności, starają się uwolnić z karnych obozów pracy zesłane tam na zatracenie bliskie im osoby i znajomych. Czy zdążą na czas?
Losy Zbuntowanych wpisują się w najbliższą historię i kulturę naszej ziemskiej cywilizacji, w jej problemy etyczne i społeczne: konflikty rasowe, tragedię klimatyczną, brutalne „terraformowanie” Marsa i w końcu kolonizację innych, odległych globów.

Opinia:
Styl autora zupełnie nie przypadł mi do gustu. Nagromadzenie niepotrzebnych epitetów, mnogość nużących i niewnoszących nic do fabuły opisów oraz usilny artyzm wcale nie umilały lektury. W czytaniu nie pomagają także sztucznie budowane dialogi oraz sposób zapisu narracji podzielonej na wydarzenia oraz myśli bohaterów, które mieszają się ze sobą.

Zdaję sobie sprawę z tego, że książka należy do gatunku science fitcion, ale w takim wypadku autor powinien doskonale wyjaśnić przedstawiony świat, panujące w nim reguły. Nie będę nawet wspominać o nagromadzeniu fachowej terminologii, której przeciętny czytelnik nie zrozumie i najpewniej pominie podczas czytania. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że nie zauważyłam także szczególnej ścisłości historii poza wątkiem Zbuntowanych oraz uciekających Maksa i Kleo. Książkę czyta się naprawdę ciężko - na 552 stronach znajduje się prolog oraz ABY cztery rozdziały pisane w dużej mierze ciągiem. Ponadto każdy z nich przedstawia inną historię, która składa się raczej z epizodów niż porywającej akcji.

Przechodząc do akcji... Powiedziałabym, że pędzi niczym żółw, ale posiadam to zwierzątko i uwierzcie - ono porusza się dużo szybciej. Na palcach jednej ręki mogłabym wymienić momenty, które rzeczywiście pozwoliły wciągnąć się lepiej w fabułę, a zgromadzone są głównie w rozdziale Wampi. Dodatkowo chciałabym w końcu zrozumieć znaczenie prologu, do którego nie znalazłam żadnych nawiązań aż do ostatniej strony. Czasami odnosiłam także wrażenie zbytniego skakania między wątkami - w jednej chwili autor pisał o jednej rzeczy czy sytuacji, po chwili znajdował sobie inny obszar zainteresowań, a potem bez żadnego ostrzeżenia powracał po kilkunastu stronach do porzuconego wcześniej tematu. Nie popisał się również w kreowaniu wątków miłosnych, które irytowały mnie swoją naiwnością oraz przerysowaniem.
To działa jak bezrozumny, bezkarny tłum, niezdolny do obiektywnej oceny sytuacji... Każdy człowiek w pojedynkę jest w miarę rozsądny, a w tłumie natychmiast staje się zakutym łbem.
Jedynym interesującym aspektem fabuły okazał się wątek Inków. Posąg z okładki zapowiada jednak dużo więcej związanej z tym akcji, a w rzeczywistości pojawia się on w dwóch aspektach: jako historia rodu jednego z bohaterów oraz odkrycie podobizny Inka z okładki przez Kleo i Maksa. Momentem, kiedy naprawdę wciągnęłam się w opowiedzianą historię, chociaż na te kilka stron, była rozmowa o książęcym rodzie Inków, testamencie księżniczki oraz innych związanych z tym kwestiami. Byłabym bardzo zadowolona, gdyby autor z równą zawziętością wyjaśniał resztę spraw.

Kolejnym minusem okazała się kreacja bohaterów. Mogę wyróżnić dwa typy postaci występujących w książce: irytujące oraz bez charakteru. Generalnie nie wiem czy to ja miałam talent do przeoczenia tych informacji, czy to autor ich nie umieścił, ale nie potrafię sprecyzować wieku bohaterów. Z pewnością jednak Kleo ma powyżej szesnastu lat, na co zupełnie nie wskazuje jej zachowanie. Dziewczyna bowiem raz zachowuje się jak rozwydrzona pięciolatka, innym razem wciela się w zbuntowaną nastolatkę, ale chyba najgorszym wcieleniem okazała się rozchwiana hormonalnie trzydziestolatka. Alka została przedstawiona jako puszczalska nastolatka napalona na kumpla swojego brata, Rysia. Ten z kolei to beznadziejnie zakochany geniusz informatyczny oraz wariat. Zresztą, zdrowy rozsądek to chyba ogólnie poskąpiona cecha w kreacji bohaterów, którzy - jeśli nie wyróżniają się jakąś konkretną, irytującą cechą - po prostu są... I nic więcej.

Podsumowując, jest mi przykro, że znów zawiodłam się na polskim autorze. Najgorsze okazuje się to, że gdybym miała opowiedzieć, o czym była ta książka - odesłałabym pytającego do opisu na okładce. Zdecydowanie odradzam wam lekturę tej powieści.

Za egzemplarz dziękuję