OGARNĘ BLOGI, JAK TYLKO ODZYSKAM KOMPUTER! NIESTETY NIE WIEM, KIEDY TO SIĘ STANIE.... ALBO W WEEKEND ALBO PO... ALE W WEEKEND MOGĘ UKRAŚĆ SWOJEMU CHŁOPAKOWI, WIĘC BĄDŹCIE DOBREJ MYŚLI! :D POSTY PUBLIKUJĄ SIĘ, BO WIECIE, AUTOPUBLIKACJA, ALE JA NIESTETY MOGĘ DZIAŁAĆ TYLKO MOBILNIE... :(
Nigdy nie twierdziłam, że mój blog jest profesjonalnym blogiem recenzenckim, ale żeby nikt się nie przyczepił - tak, ja wiem, że mój blog się nazywa Biblioteczka ciekawych książek, sama nazwałam go tak prawie 2 lata temu :D Ale to nie znaczy, że poza czytaniem nie mam też innych pasji, a nie chcę zakładać drugiego bloga na wszystko inne :D
Dzisiaj o czymś dla książkowych leniuszków! Wyszło słoneczko, zaczęła się wiosna i poza tym, że można już zakładać spódniczki i trampki, zaczął się też sezon na różne sporty! (oraz sezon ocknięcia się muszę schudnąć do lata) Wiele osób obiecuje sobie, że jak tylko zacznie się ciepło to zacznie biegać, weźmie kijki od Nordic Walking, pójdzie na rower etc. I niech pierwszy rzuci kamień ten, kto dotrzymał obietnicy! :D
Zanim przejdę do dalszej części posta - pamiętajcie, że ćwiczenia to tylko połowa sukcesu! Nad drugą połową nie będzie jednak prowadzić rozważań książkoholik uzależniony od słodyczy i niezdrowego żarcia, bo mowa oczywiście o odpowiednio zbilansowanej diecie :D (niech żyje szybki metabolizm, hip-hip-hurra!) Wolę jednak nie skupiać się na czymś, na czym się po prostu nie znam, więc załączam wam tylko piramidkę zdrowego żywienia z Google Graphics, z której sama... niezbyt korzystam :D Nie zrozumcie mnie źle, dieta jest ważna, ale po prostu z moim metabolizmem nigdy nie musiałam się do niej stosować. Wiem jednak, że niestety zalety wieku młodzieńczego kiedyś miną i będę musiała pilnować się bardziej, wychodzę więc z założenia, że póki mogę, to korzystam! :D
Na diecie się nie znam, ale sport uwielbiam! Przy czym aktywności wymienione w tym poście to nie jedyne, a te, które ja lubię (albo sa to gry zespołowe....) i wykonuję częściej lub rzadziej, w zależności od możliwości. Jeżeli
chcecie, zrobię Wam też kiedyś post o motywacji do ćwiczeń! :) I na początek trochę się rozpisałam, ale nie martwcie się! Dalej czekają Was obrazki i krótkie komentarze :D Lenie mogą zwracać uwagę na obrazki, nie-lenie pośmieją się z moich umiejętności w tych dziedzinach :D
Nigdy nie twierdziłam, że mój blog jest profesjonalnym blogiem recenzenckim, ale żeby nikt się nie przyczepił - tak, ja wiem, że mój blog się nazywa Biblioteczka ciekawych książek, sama nazwałam go tak prawie 2 lata temu :D Ale to nie znaczy, że poza czytaniem nie mam też innych pasji, a nie chcę zakładać drugiego bloga na wszystko inne :D
Zanim przejdę do dalszej części posta - pamiętajcie, że ćwiczenia to tylko połowa sukcesu! Nad drugą połową nie będzie jednak prowadzić rozważań książkoholik uzależniony od słodyczy i niezdrowego żarcia, bo mowa oczywiście o odpowiednio zbilansowanej diecie :D (niech żyje szybki metabolizm, hip-hip-hurra!) Wolę jednak nie skupiać się na czymś, na czym się po prostu nie znam, więc załączam wam tylko piramidkę zdrowego żywienia z Google Graphics, z której sama... niezbyt korzystam :D Nie zrozumcie mnie źle, dieta jest ważna, ale po prostu z moim metabolizmem nigdy nie musiałam się do niej stosować. Wiem jednak, że niestety zalety wieku młodzieńczego kiedyś miną i będę musiała pilnować się bardziej, wychodzę więc z założenia, że póki mogę, to korzystam! :D
Na diecie się nie znam, ale sport uwielbiam! Przy czym aktywności wymienione w tym poście to nie jedyne, a te, które ja lubię (albo sa to gry zespołowe....) i wykonuję częściej lub rzadziej, w zależności od możliwości. Jeżeli
Instruktor to nie wasz kat i największy wróg! To przyjaciel i nauczyciel. Moja Olka ma taką energię, że cała sala aż nią kipi. Nie dziwcie się jednak, kiedy instruktor nie ćwiczy cały czas z wami. On obserwuje, poprawia wasze błędy w postawie lub wykonywaniu ćwiczenia.
Niestety w takich mniejszych klubach, nie sieciówkach, gdzie atmosfera jest zdecydowanie przyjemniejsza, często panuje tłok. Ale to nie powód, aby się zniechęcać! Wierzcie mi - po 3-4 zajęciach, jak nie szybciej - rezygnuje ponad połowa tzw. nowych. Największe tłoki są po Sylwestrze, po świętach... Wiecie, wielkie postanowienia, żeby coś zmienić.Dlatego nie warto czekać - warto spróbować już dziś! Ponadto fitness to rywalizacja - co, będę gorsza od innych? No oczywiście, że nie! Samej można odpuścić. W grupie nie chce się wyjść na tą kiepską :D
Rower to niestety sport sezonowy, a nawet w sezonie zależy od pogody, bo kto miałby ochotę śmigać w deszczu (zwłaszcza, po złamaniu błotnika, jak autorka tego posta :D)? Ponadto dobry rower = drogi rower, ale koszty utrzymania są już niskie. Niby dętka kosztuje te 10-15 zł, ale ja na przykład swojej nigdy jeszcze nie przebiłam, a śmigam nie tylko po drogach. Właśnie dlatego, że moje miasto dopiero niedawno zaczęło budować ścieżki rowerowe (hip-hip-hurra dla lotniska!) i do tej pory mogłam jeździć po drogach z samochodami lub po polach, lasach etc. Jednak w tym roku muszę dojeżdżać na stację 3 km... I wiecie co - jak będę mogła, to przerzucę się na rower! (pomijając fakt, że nawet przypiętego boję się go zostawiać gdziekolwiek ;/) I nie musicie jeździć na tym rowerze nie wiadomo jak szybko czy intensywnie. Nawet zwykła przejażdżka 30 min to dobre cardio i sposób na utrzymanie formy! A poza tym to eko :) No i np. w Warszawie nie trzeba mieć własnego roweru - można wypożyczyć miejski.
Sport, który możemy zastąpić łyżwami w sezonie zimowym, co też czynię, ale rzadziej, bo na zimo ciężej wyjść niż kiedy jest ciepło :) Jak widzicie, minusy te same, co przy rowerze. Najgorzej z tą infrastrukturą, bo - choć to zabronione - u mnie śmiga się głównie po ulicach, ale policja nic z tym nie robi, bo wiem, że my nie mamy gdzie jeździć. No i rolki bez odpowiednich ochraniaczy (odezwała się ta, co ich w ogóle nie posiada) nie są zbyt bezpieczne. Ja np. nie umiem do tej pory hamować, przyznaję się bez bicia, bo przeraża mnie to odchylenie nogi do tyłu :D
Jednak taka godzinka szybkiej jazdy na rolkach to cardio doskonałe, a i wzmacnia kręgosłup i mięśnie poprzez utrzymywanie postawy i równowagi :) A co do środka transportu, to nie raz widziałam w Wawie ludzi, którzy zmierzają w ten sposób do pracy.
Osobiście nie pochwalę się, że umiem pływać... To za dużo powiedziane - umiem nie utonąć! :D Jednak mój tata pływa doskonale i żebyście wy wiedzieli, jakie on ma umięśnione plecy oraz ręce! Zamierzam jednak nauczyć się pływać, bo szanuję mój kręgosłup, a poza tym lubię jeździć nad rzekę <3 Koszty co prawda od czasu do czasu nie wydają się wielkie, ale wiecie... ziarnko do ziarnka...
Nie przepadam za siłownią, uważam, że to sport bardziej dla facetów, bo oni ćwiczą bardziej metodycznie i nie utrzymaliby naszego tempa na fitnessie. Mimo to, jeśli chodzi nie tyle o schudnięcie (choć cardio rowerkiem/ bieżnią w tym pomaga), a budowę/ rozwinięcie mięśni - siłownia nadaje się do tego idealnie. Jednak, jak w przypadku fitnessu, po Sylwestrze, świętach czy po prostu w niektórych godzinach panuje tam niesamowity tłok i trening, który miał trwać godzinę, zajmuje dwie.
Co do tych siłowni na dworze - nie łudźcie się, że one zastąpią Wam zwykłą siłownię. To pomoże wam nie stracić siły, formy, kondycji, ale to bardziej cardio, a nie ćwiczenia. Schudnąć - tak. Zbudować mięśnie i formę - nie sądzę.
Siłownia różni się od fitnessu jeszcze jednym. Na fitness idziesz i masz określony czas zajęć. Na siłowni wchodzisz, płacisz i masz tyle czasu, ile potrzebujesz na swój pełny trening. Tylko tutaj sam musisz pamiętać o rozgrzewce i rozciąganiu!
Siłowni nie lubię, ale gry zespołowe to coś, czego ja osobiście nienawidzę ;/ Nie chodzi nawet o to, że nie umiem grać w prawie żadną grę zespołową, bo nigdy tak naprawdę nie próbowałam się nauczyć. Ja nienawidzę gier zespołowych, bo są zespołowe. Gdybym miała podać jedna swoją wadę, wybrałabym brak umiejętności dostosowania się do grupy. Umiem pracować w grupie, ale nie umiem się do niej dostosować, jestem typowym cholerykiem i wolę rządzić niż dawać sobą rządzić.
Grać, kopać piłkę można jednak wszędzie i jest to duża zaleta. Ponadto bieganie za piłką poprawia kondycję. Minusem, a także plusem jest rozwijanie tylko konkretnych partii ciała. Np. grając w piłkę nożną rozwijamy nogi, ale ręce, brzuch, klatka piersiowa pozostają słabe. Przy grach zespołowych trzeba zwrócić na to, co się rozwija i poza grą rozwijać te partie, których intensywnie nie rozwija gra.
Niestety w naszym polskim klimacie rzadko zdarza się taka naprawdę ładna pogoda, aby pograć w badmintona, we freesbee łatwiej, bo nie jest aż tak podatne na wiatr jak lotka. No i freesbee można zabrać nad rzekę, bo nawet mokre fajnie fruwa :D
Te dwa sporty są wam pewnie dobrze znane z dzieciństwa jako zabawa. kto nie próbował kręcić hula-hopem, jak był mały? :D O skakaniu na skakance nie wspomnę! Osobiście zanim nauczyłam się kręcić hula-hopem minęło dość sporo czasu, ale wiecie, jakie po dobrym treningu z tym tanim, prostym urządzeniem można mieć zakwasy na brzuchu? ;/ Ale stąd minus. Jedyny, jaki znalazłam. Powiedzcie mi, jakie minusy może mieć skakanka? Skaczecie, wzmacniając mięśnie, łapiąc kondycję i chudnąc. Bylebyście nie walili sąsiadowi po 22 w sufit :D Ponadto jest to sprzęt stosunkowo tani i łatwy w obsłudze (tak, kiedy po 4 latach znów spróbowałam od czasów dzieciństwa kręcić hula-hopem, to serio nie jest to aż tak trudne do nauczenia, ale wymaga skupienia i koncentracji na wykonywanej czynności).
Jak widzicie, trzeba być naprawdę śmierdzącym leniem, aby nie ćwiczyć, bo jest tyle wspaniałych sportów! A wymieniła tu tylko te, z którymi ja stykam się dość często (z grami zespołowymi chcąc, nie chcąc na wf ;/), a jest jeszcze Nordic Walking, sztuki walk, boks, hulajnoga, deskorolka (na której swego czasu próbowałam nauczyć się jeździć, ale pozostało to w fazie prób), bieganie (którego nienawidzę, dlatego się tu nie pojawiło :D), zumba, tańce etc.
Wytłumaczeń możecie szukać wielu - nie mam kasy, czasu, motywacji... Jak widzicie - nie wszystko jest drogie, za skakankę może robić i sznurek, bo nie liczy się sprzęt tylko chęci. Czas można znaleźć, nawet 30 minut dziennie starczy i zamiast spędzić je w łóżku, można wstać i podjechać do szkoły rowerem, a nie autobusem. A motywację musicie znaleźć sami w sobie. Nie chodzi tylko o schudnięcie, mięśnie, szacun. Chodzi o to, aby czuć się dobrze ze sobą , żeby z dnia na dzień stawać się coraz lepszym :)
Trenujecie coś? Ćwiczycie? A może jeździcie na rowerze lub rolkach? :)









