27 lut 2020

'Nocturna' M. Motayne



Opis:

Magia jest wszędzie i we wszystkim.
Mroczna opowieść o postkolonialnym świecie, w którym magia także stała się dobrem luksusowym – na jej studiowanie mogą sobie pozwolić tylko ci najbogatsi.
Wyjątkowa, wielowymiarowa opowieść fantasy, epicka batalia światła i mroku, która spodoba się fanom wielkich bestsellerów fantasy ostatnich lat.
Witamy w świecie, w którym każdy ma nadnaturalny talent… tylko nie każdy powinien z niego korzystać.

Opinia:

Magia dla wszystkich - ale nie propio. W stworzonym przez Mayę Motayne świecie podstawową magią potrafi posługiwać się z grubsza każdy, choć do edukacji mają dostęp tylko elity. Jednak propio to wyjątkowa zdolność, nie patrząca na pochodzenie - szczególna dla każdego, przez co bardzo trudno ją zbadać. Sam motyw magii został przedstawiony bardzo barwnie, fascynacja Alfiego oraz jego propio pozwalają nam dokładnie poznać tę stronę powieści. 

Gorzej natomiast wypada początek historii. Powiedziałabym wręcz, że stereotypowo - on to książę, następca tronu, ona wyrzutek, poszukiwana złodziejka. Oczywiście coś musiało ich połączyć! Ta banalność nieco nużyła, ale na szczęście autorka potrafi także ciekawie snuć bieżącą historię o obudzeniu mrocznej magii oraz następstwach tego bezmyślnego czynu. Dużym plusem okazało się także przemyślenie od początku do końca historii - coś, co przydarza się na początku pozornie przypadkiem, potem zostaje wykorzystane.
Potem przez wiele lat Alfie zastanawiał się, jakim cudem znaleźli w sobie dość energii, by śmiać się po tym wszystkim, co przeszli. W końcu jednak doszedł do wniosku, że śmiali się, ponieważ w końcu mieli na to czas.
Finn to postać bardzo przekorna. Uciekając przed strachem, stawia czoła wszelkim niebezpieczeństwom. W ogóle nie przejmuje się swoją bezczelnością czy brakiem wyczucia. Cała sytuacja ją zmienia, ale zakończenie tej powieści może was zaskoczyć, jeśli liczycie na romans z bajki. Finn pomimo wszystkiego nadal zostaje sobą, nie dając się zapędzić w wymyślne role, jakie ktoś chciałby jej narzucić. Alfie natomiast to zupełne przeciwieństwo tej pyskatej złodziejki. Strasznie przejmuje się wszystkim, ale mimo to dąży do wyznaczanego celu. Momentami nie potrafi stawić czoła konsekwencjom swoich decyzji i woli wszystko rozwiązać po swojemu, niż przyznać się do błędu przed osobami, które już kiedyś zawiódł. Bardzo podobała mi się delikatność ich relacji, chociaż wiedziałam, jak to się skończy - chociaż nie do końca. 

To powieść dobra, ale cechuje ją pewna banalność, jeśli chodzi o samo zderzenie dwóch światów - Finn oraz Alfiego. Tak naprawdę wciągnęłam się od momentu w więzieniu, wcześniej miałam wrażenie, że błądzą i bardziej poznają siebie niż działają. To, co było dużym plusem to sam wątek magii, jej kreacja jako wszechobecnej. Nocturna to powieść zdecydowanie młodzieżowa i może nie przypaść do gustu weteranom high fantasy, ale uważam, że idealnie nadaje się na luźniejszy wieczór, gdy mamy ochotę odpocząć.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Jaguar.

25 lut 2020

KSIĄŻKOWE IRYTACJE

Po zakręconym tygodniu wracam do was z postem okołotematycznym. Pojutrze także recenzja Nocturny, którą właśnie kończę. Znów powoli zakopuję się w egzemplarzach recenzenckich, więc recenzje będą pojawiać się częściej. Myślę też nad wybraniem konkretnych dni tygodnia na posty, aby utrzymać regularność. 

A MOŻE SĄ JAKIEŚ TEMATY OKOŁOKSIĄŻKOWE LUB TOP10, KTÓRE CHCIELIBYŚCIE PRZECZYTAĆ? Dajcie koniecznie znać w komentarzach :D

Dzisiaj pogadajmy o tym, co wkurza mnie (a może także i was?), kiedy wybieram lub chcę dowiedzieć się czegoś o książce.

Pomyłki w opisach

Krew mnie zalewa, kiedy czytam opis, nastawiam się na coś, a w książce otrzymuję coś rozbieżnego. Na przykład czytana teraz Nocturna. Alfie wcale nie bierze udziału w nielegalnych rozgrywkach, aby móc korzystać z najsilniejszych zaklęć tylko, aby wygrywać artefakty powiązane z magią, która go interesuje. Przy okazji tworzy to fałszywy obraz samego bohatera.
Czasem zdarza się także, że w opisie pomylone jest imię bohatera, a to już w ogóle tragedia i masakra jednocześnie! Nie pamiętam przy jakiej książce, ale w opisie czytałam sobie o panu X. Po czym okazuje się, że to pan Y, ale w angielskiej wersji był panem X - w treści imię zmieniono, w opisie już zapomniano... (po co w ogóle zmieniać imiona bohaterów? o.O)

Spoilery w opisach

Najczęściej dotyczy to co prawda opisów kolejnych tomów serii, ale zdarza się też, że czytając opis powieści, już wiem, co się stanie i to tak mega irytuje i psuje lekturę! Nigdy nie czytam opisów kolejnych części jakiejś książki, ponieważ nie lubię wiedzieć, co mniej więcej się będzie działo, a niestety - najczęściej one to sugerują. Zamiast ogólnikowo wspomnieć o historii, potrafią naprowadzić na rozwiązanie jakiejś zagadki lub relacji...

Porównania do innych znanych powieści


Dla fanów Harry'ego Pottera lub Połączenie Ojca chrzestnego z 50 twarzy Greya... Jasne, książki na pewno są do siebie podobne, ale kurczę marketing na tej podstawie mnie dobija. Zresztą nie wszystkim, którym spodobał się Baśniobór, spodoba się Spirit Animals, chociaż pierwszy tom pisał ten sam autor! Co do drugiego przytoczonego przeze mnie tekstu - uważam, że to profanacja Ojca chrzestnego ;/ Powoływanie się na popularne tytuły od razu zapala w moim umyśle lampkę, że skoro ktoś musi się do czegoś porównać, to chyba niekoniecznie napisał coś oryginalnego...

Brak numeru tomu na książce lub informacji, że to seria


Czytelnicy mojego bloga wiedzą, ile razy zaczęłam już serię od środka, ponieważ kupując tę książkę, nie widziałam nigdzie info, że to tom np. 3. Najbardziej lubię, gdy seria ma także numery tomów, najlepiej na grzbiecie w jakiś fajny sposób wpasowane w design oprawy. Wtedy bardzo fajnie wygląda to także na półce! Dodatkowo kocham Zwiadowców, ale nie wyobrażam sobie spamiętać ich kolejności - kiedy klient przychodzi kupić konkretną część, bardzo często muszę spojrzeć na okładkę, aby dowiedzieć się, który to tom. 

Wydawanie w innych oprawach

To temat poruszany bardzo często, ale cóż - chyba nie w wydawnictwach. Kiedy mam już kupiony pierwszy tom w jakimś wydaniu i kolejny wychodzi w innym (i potem cała reszta serii też) to nie mam ochoty wydawać znów kasy, aby mieć dwa pierwsze tomy ;/ (Osobiście mnie to nie dotyczyło, ale wiem, że wiele osób miało ten problem z Red Rising). Nie rozumiem także wydawania np. od nowa Szklanego tronu w innych, twardych oprawach... To znaczy okej, rozumiem - jeśli nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze, a że nie wszyscy lubią miękkie oprawy, na pewno kupią te nowe, a stare postarają się gdzieś odsprzedać. Tylko w tym czasie mogliby wydać kolejną fajną książkę, a nie skupiać się na odgrzewaniu kotleta... 

Grzbiety bez tytułu

Ja doprawdy nie wiem, kto wpadł na taki pomysł, ale mamy kilka takich w księgarni. Choćby książka Jak możesz uratować świat? - znalezienie tego w półce przyprawia mnie o ku***wicę. Na pewno w biografii stoi też jakaś powieść z kremowym grzbietem - czyściutkim i totalnie nie zdradzającym, co to za pozycja. I tak szczerze, pomijając trudność w szukaniu takich pozycji w półce w księgarni, w życiu nie postawiłabym czegoś takiego u siebie w biblioteczce, bo to nieestetyczne ;/ Najgorsza była jednak pozycja dla dzieci z tak samo szytym grzbietem, jak książka wspomniana powyżej. W regałach dziecięcych i tak można dostać oczopląsu, a jeszcze znajdź coś takiego biedny księgarzu, gdy nawet nie wiesz, że ta powieść nie ma grzbietu ;/

A co was drażni dotyczącego książek, ich wydań czy co wam przyjdzie do głowy? :)