25 cze 2015

BOOKATHOLON: Dzień czwarty - recenzja 'Gra o tron' G. R. R. Martin; Dzień piąty - kolejne zamieszanie w planach

Jejuuu, ta Gra o tron zajęła mi więcej czasu niż myślałam. Tak więc zadanie zaliczyłam w dwa dni. Sądzę, że po ok. 400 stron an dzień daje i tak dobry wynik, więc nie narzekam - to ma być zabawa. Po prostu moje wyzwanie będzie trwało aż do soboty. Najpierw zacznę od części drugiej tytułu, czyli piąty dzień BookAThlonu (tj. obecny). 

Miałam wielkie plany skończenia wczoraj Gry o tron i zaczęcia Cesarzowej Nocy, ale pierwszą lekturę skończyłam ok. północy, więc no - byłam już zbyt padnięta. Dzisiaj miałam przeczytać Igrzyska i obejrzeć ich ekranizację, ale wędrują one na jutro, Zawód:Wiedźma daję na sobotę, a dziś historia Katarzyny Wielkiej - już się boję, bo to wyzwanie Gatunek, który czytasz najrzadziej. Zabieram się za lekturę zaraz po napisaniu recenzji i ogarnięciu Waszych blogów ☻

A teraz, bez dalszych wstępów przejdźmy do recenzji, którą napisać było ciężko, bardzo ciężko....
______________

W grze o tron zwycięża się albo umiera. Nie ma ziemi niczyjej.
Tytuł: Gra o tron
Tytuł oryginalny: A Game of Thrones
Autor: G. R. R. Martin
Cykl/seria: Pieśń Lodu i Ognia
Tłumaczenie: P. Kruk
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 844

Opis:
W Zachodnich Krainach o ośmiu tysiącach lat zapisanej historii widmo wojen i katastrofy nieustannie
wisi nad ludźmi. Zbliża się zima, lodowate wichry wieją z północy, gdzie schroniły się wyparte przez ludzi pradawne rasy i starzy bogowie.
Zbuntowani władcy na szczęście pokonali szalonego Smoczego Króla, Aerysa Targaryena, zasiadającego na Żelaznym Tronie Zachodnich
Krain, lecz obalony władca pozostawił po sobie potomstwo, równie szalone jak on sam.
Tron objął Robert - najznamienitszy z buntowników. Minęły już lata pokoju i oto możnowładcy zaczynają grę o tron...

Opinia:
Liczyłam na skończenie jej w 1-1,5 dnia. Zajęła mi dwa wieczory (taaak, czytajcie mój wieczór jako od 18-24). Tak, jak napisałam wcześniej - i tak uznaję to za sukces. No, może odrobinę się rozczarowałam, bo gdyby byli to Zwiadowcy to pochłonęłabym to pierwszego dnia, zapominając o jedzeniu i w ogóle o całym świecie. Tak się jednak nie stało, a na to liczyłam.

Miałam wygórowane oczekiwania, co do tej pozycji. Naczytałam się tyle opinii pozytywnych, tyle wychwalających, można by pomyśleć, że powstają sekty tej książki. Chciałam ją bardzo przeczytać, a że tylko ona pasowała mi z dostępnych na wyciągnięcie ręki książek do kategorii Bestseller, którego nie czytałeś - stwierdziłam, że to doskonała okazja.

Ten, kto boi się przegrać, już przegrał.
Okładka mi się nie podoba - jak wielokrotnie powtarzałam, nie lubię ukazywania postaci na okładkach. I jeszcze ta wzmianka o serialu na HBO - agrh, to razi moje biedne oczka.

Styl autora, jego warsztat literacki - nie mam mu nic do zarzucenia. Rzadko mi się to zdarza. Czasem może męczyły mnie opisy przyrody, bo ja naprawdę za nimi nie przepadam, ale autor ma tak cudowny styl, używa prostego, a jednak wyszukanego języka... No dla mnie po prostu bomba! Styl to zdecydowany plus powieści, bez dwóch zdań.


Ten, kto wydaje wyrok, sam powinien go wykonać. Jeśli chcesz odebrać komuś życie, powinieneś spojrzeć mu w oczy i wysłuchać jego ostatnich słów. Jeśteś mu to winien. Kiedy nie masz odwagi tego uczynić, skąd możesz wiedzieć, że ten człowiek zasługuje na śmierć?
Równolegle mamy prowadzone kilka wątków - wątek Dany i jej życie z khalem Drogo, wątek życia w Winterfell, wątek pobytu Neda i dziewczynek w Czerwonej Twierdzy, wątek podróży Cat oraz wątek życia Jona. Jest też kilka wątków pobocznych, których nie będę wymieniać. Trzeba autorowi przyznać jedno - nie pogubił się w tym wszystkim. Fabuła jest logiczna, nie ma jakichś sprzeczności, wszystko zostało dopilnowane.

Minusem w tej książce była dla mnie masa polityki. Jejku, jak ja tego nie znoszę! W Wiedźminie również strasznie się męczyłam tą polityką. I jeszcze te wszystkie nazwiska, tytuły. Ja jestem Wam w stanie teraz wymienić tylko głównych bohaterów i kilku pobocznych! Sama gubiłam się, kiedy drugiego dnia zaczęłam czytać. Boję się, co będzie, kiedy sięgnę po drugą część. Ci lordowie już totalnie mi się mieszają!

Strach tnie głębiej niż miecze.
Przechodząc do bohaterów - jedni byli lepiej zarysowani, drudzy bardziej. Najlepiej przedstawieni zostali bohaterowie, którzy prowadzili narrację, a było ich... 8! Autor kreuje bohaterów złych i dobrych, ale nie zawsze wiemy do końca, czy aby nas nie nabiera. Mamy pewność, że Cersei jest zła, a Starkowie dobrzy, ale jaki był Robert? No tak, to pozostaje chyba do rozważenia czytelnikom. Ogólnie bohaterowie to także duży plus tej książki. Autor wykorzystał sposób narracji, który uwielbiam (chociaż tutaj dobijało mnie trochę to, że dookoła każdego bohatera kręci się niezliczona ilość innych postaci, więc przybywało lordów, giermków itp.). I tak, jak bohaterowie drugiego planu pozostali mi w miarę obojętni, tak nie potrafiłam pozostać obojętna wobec bohaterów prowadzących narrację, Sama oraz Robba. Jedyną postacią z tych genialnie wykreowanych, na temat której moje zdanie może być lekko rażące jest król Robert - według mnie władza uderzyła mu do głowy i nie nadawał się na króla.

Jeśli dostaniesz jakieś imię, przyjmij je, uczyń swoim, a wtedy już nigdy cię nim nie zranią.
Bardzo polubiłam Aryę, Jona, Brana oraz Dany. Moją sympatię zdobyli też Robb i Sam, chociaż nie prowadzili narracji, to jednak dużo się o nich dowiadujemy. Ned i Cat byli bohaterami, których nie mogłam nie polubić, ale i nie pokochałam ich, jak pierwsza wymienioną czwórkę (mam ochotę zrobić krzywdę autorowi za to, jak zakończył wątek z Aryą!). Za to Sansy i Tyriona nie polubiłam. Sansa denerwowała mnie zgrywaniem wielkiej damy, choć to jeszcze dziecko. Poza tym uwielbiam Aryę, więc trudno, żebym lubiła Sansę. Zrobiło mi się jej szkoda w momencie, kiedy akcja rozkręciła się, ale i tak nie zdobyła mojej sympatii. Arya dużo więcej od niej rozumiała, a Sansa była wręcz trochę infantylna w swoich postępowaniach. Tyrion - jego nie polubiłam od początku i po prostu byłam pewna, że jest złym bohaterem. Niby pomagał i Jonowi, i Branowi, ale nie, nie potrafiłam się do niego przekonać przez jego paskudny charakterek.

Teraz najtrudniejsza część - podsumowanie. Książka to naprawdę przykład genialnego warsztatu literackiego, dlatego nie dziwi mnie jej popularność. Nie czyta się jej jednak szybko. Mi przeszkadzała w tym szybkim czytaniu głównie polityka i mieszający się bohaterowie poboczni. Ponadto zmuszałam się do czytania niektórych opisów, ale uznałam, że mogę nie przeczytać czegoś ważnego, pomijając je. Książkę polecam, ale ostrzegam, że może nie być lekturą łatwą, ale z pewnością przyjemną.

Książka bierze udział w wyzwaniu: 52 książki w ciągu roku, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+5,28 cm)

12 komentarzy:

  1. Również biorę udział w akcji, ale niestety idzie mi dość opornie :/

    Nominowałam cię do Liebest Book Award, mam nadzieję że odpowiesz na nominację ;)
    http://poczytajmycos.blogspot.com/2015/06/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  2. O nie, Duża ilość bohaterów! Nie znoszę tego, zawsze mam problem w odróżnieniu, kto jest kim... A tutaj to bym chyba oszalała, wytężając mózg do tego, by przypomniał sobie, kim jest dana postać... Ale i tak chciałabym przeczytać Grę o tron. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś nie ciągnie mnie do tej książki,chociaż wszyscy ją wychwalają.

    http://czytam-ogladam-recenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow! Jesteś pierwszą osobą, jaką znam, która nie polubiła Tyriona! Ja jestem spaczona i uwielbiam całą trójkę rodzeństwa, a Tyriona chyba najbardziej ze względu na ogromną inteligencję. Jako jeden z nielicznych zamiast wymachiwać mieczem, tylko wykazuje się mózgiem. A Cersei nie jest zła :( Naprawdę!
    Cóż, czytając tą książkę (czy oglądając serial, bo na dotychczas skupiałam się tylko na oglądaniu) nie można się do nikogo przywiązać. A ja mam o tyle łatwo, że mało kogo lubię w tym świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie Cersei jest zła, bo wszystkimi dookoła manipuluje, okłamywała swojego męża... Nie toleruję takich osób. A Tyriona nie wiem, za co można polubić. Fakt, działa głową, choć walka też mu jakoś idzie, ale w moim przypadku to bardzo denerwujący człowieczek ^^

      Usuń
    2. O Cersei ostatnio pisałam nawet na blogu a propos jednej notki - dla mnie mimo że jest zakłamana, wredna, chamska, to i tak ją cenię. Jakoś tak wyszło, że ją polubiłam, choć na początku mnie denerwowała na potęgę. Ale z tym Tyrionem, powiem ci, że mnie zaskoczyłaś :D

      Usuń
  5. Fajny blog, będę wpadać. :D
    Zapraszam do mnie! :)
    books-filmsreviews.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze nie czytałam, ale mam zamiar ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja właśnie szykuję się do przeczytania całej Gry o tron w te wakacje *.*
    Życzę powodzenia w dalszych zadaniach bookathonu! ;)

    Zapraszam do siebie
    http://to-read-or-not-to-read.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  8. Bogowie, 400 stron w jeden dzień to jak dla mnie boski wynik - sam wykręce go tylko z książkami Albatrosa, które często mają zasadę "jedna strona to strona znormalizowana"... Nie wiem czy mi brak czasu czy po prostu czytać szybko nie umiem, ale jestem pod wrażeniem. :P

    OdpowiedzUsuń
  9. I tak jestem pełna podziwu dla ciebie, że podjęłaś wyzwanie przeczytania tylu książek w tydzień. Ja tyle czytam miesięcznie...
    Kiedyś zaczęłam nawet czytać "Grę o tron", ale z jakiegoś powodu przerwałam. Jednakże nie mogę przejść obok takiego hitu obojętnie, więc na pewno jeszcze do niej wrócę. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow, 400 stron w jeden dzień? Niesamowity wynik!
    Co do książki, nigdy jakoś nie miałam w planach, żeby ją przeczytać. Czuję, że mogłaby mi się nie spodobać. I jeszcze ta duża liczba bohaterów, w której można się pogubić, to coś czego nie lubię.
    Życzę powodzenia w dalszych zadaniach :)

    http://alejaczytelnika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Nie piszcie linków w komentarzach - zawsze odwiedzam Wasze blogi!

Za każdy komentarz osobie, która przeczytała post dziękuję ☻