25 sty 2017

'Ugly love' C. Hoover

Tytuł: Ugly love (oryginalnie: Ugly love)
Autor: C. Hoover (tłumacz: P. Grzegorzewski)
Cykl: -
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Otwarte (w roku: 2016)

Bierze udział w wyzwaniach: 100 książekGrunt to okładka,  ABC CzytaniaKitty's Reading Challenge (gatunek, po który zazwyczaj nie sięgam), Zmierz się z tytułami z Olą K.

Opis: 
Kiedy Tate, początkująca pielęgniarka, wprowadza się do mieszkania swojego brata, nie spodziewa się tak gwałtownych zmian w życiu. Wszystko przez przystojnego pilota Milesa Archera.
Miles ustala tylko jedną regułę ich związku: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Gdy ta sytuacja staje się nie do wytrzymania i prowokuje do pytań, ożywają jego dramatyczne wspomnienia.
Tej powieści się nie czyta, tylko przeżywa – całą sobą, sercem i duszą, a po zakończeniu nic już nie jest takie samo.

Opinia:
Wiele z was na tę recenzję czekało, wiem. Fani Hoover mogą od razu opuścić mojego bloga, ponieważ za chwilę zjadę ich ukochaną autorkę. Oluś, ciesz się, że pozwoliłaś mi pisać po swojej książce tylko ołówkiem, bo da się go zetrzeć :D

Pierwszą rzeczą, która sprawiała, że jak widziałam perspektywę Milesa, trafiał mnie szlag, było WYŚRODKOWANIE tekstu... Tego nie da się wybaczyć. Nie wiem, co autorce strzeliło do łba, ale jestem zagorzałą wielbicielką wyjustowanego tekstu, amen. Gdyby w tym był jeszcze jakiś sens, ale żadnego nie było!
Tak właśnie się dzieje, gdy ktoś ci się zaczyna podobać. Na początku jest nikim, a potem nagle staje się wszystkim, czy tego chcesz czy nie.
Myślałam, że styl autorki - w końcu mającej tyle fanów i kilka powieści na koncie - będzie cudowny, przepełniony emocjami. Cóż, okazał się ledwie znośny. Opisy ciągnęły mi się w nieskończoność, a najlepsze, co jej wyszło to niektóre humorystyczne sytuacje. Książka poza śmiechem nie wywołała we mnie ŻADNYCH emocji, najmniejszych. Poza tym sceny erotyczne były tak płaskie, a seks czy orgazm tak wyidealizowane w większości przypadków, że chciałam przerwać czytanie natychmiast. Nie wiem, ja dobrnęłam do końca tego koszmaru, czasem przemykałam wzrokiem już do dialogów, bo tak bardzo nudziły mnie kolejne rozważania głównej bohaterki nad sensem tego, w co się wkopała.

PRZEWIDYWALNA. Pierwsze słowo, które mi się nasuwa. Nie czytam tej literatury często, wręcz unikam jak ognia, ale to, co działo się na kartach tej powieści było do bólu oczywiste. Przecież to od początku nie mogło się udać. Zaskoczył mnie jedynie happy end, prędzej podejrzewałabym, że Miles rzuci się z mostu.  Drugie słowo to naiwna. Nie wiem, kogo autorka chciała nabrać na tę ckliwą, mdłą historyjkę. Ona go poznaje (zaznaczmy, że pijanego i nieprzytomnego) i od razu się w nim zakochuje. Tak, od razu! No szlag człowieka trafia! Narracja wielotorowa została też podzielona na okresy - Tate opowiada nam teraźniejszość, a Miles przyszłość. Nie wiem, co było gorsze: ciągłe on się jednak we mnie zakocha Tate czy ależ ja ją kocham Milesa. No i wybaczcie, ale z tym seksem nie mogło się udać! Według mnie Tate zachowywała się jak totalna dziwka.
Trudno powiedzieć, czy jesteś naprawdę dojrzała jak na swój wiek, czy raczej łatwo ulegasz złudzeniom.
Dobra, pora na jedyne dwa plusy powieści, a są nimi Ian oraz Kapitan. Ian to najlepszy kumpel Milesa, wpierał go od początku i jest to ten typ faceta, w którym jestem gotowa się zakochać. Szkoda, że było go tak mało. Kapitan za to jest taką dobrą wróżką mądrości i polubiłam go prawie od początku. Corbin (całą książkę czytałam to Korba, bo było szybciej) za to zasłużył sobie na moją sympatię pod koniec, od pięknego sierpowego. Jednak każda z tych trzech postaci jest... tylko postacią. To bohaterowie, ale nie mają duszy. Nie sądźcie jednak, że Tate i Miles są lepsi. O nie, są jeszcze gorsi! Chociaż to im autorka poświęca całą książkę, są wyłącznie irytujący - Miles jako dupek, a Tate jako naiwna idiotka. W tle przewija się jeszcze idealizowana przez Archera Rachel, którą potrafię zrozumieć (w przeciwieństwie do próby zrozumienia Tate) jako jedyną w tej książce, ale jest ukazana jako zbyt cudowna.

Podsumowując, książka nie podobała mi się wcale. Myślałam, że uratują ją może sceny erotyczne, ale one tylko to pogorszyły. Gdyby nie zabawne sytuacje (choć też zbyt wiele ich nie było) to w ogóle nie wiem, jak bardzo bym się załamała. Z czasem zaczęła mnie nawet bawić naiwność głównej bohaterki. Wiecie, Miles jasno przedstawił jej zasady, ale głupia cipa i tak nastawiła się na to, że ją pokocha, a potem się dziwić, że ją ranił. Nienawidzę takich zupełnie zależnych bohaterek, które ponadto próbują udawać niezależne. Nie wiem, co inni widzą w Hoover, bo ja nie widzę tam nic wartego uwagi.

39 komentarzy:

  1. Ja Cię nie zabiję, przecież wiesz <3

    Wydaje mi się, że chodziło tylko o to, żeby odróżnić narrację Milesa.

    Co do tego, że męczyłaś się z opisami przemyśleń Tate - na tym polega styl Hoover, że właśnie ona tak bardzo "żyje" zyciem bohaterów. A to, jak poznała Milesa jest życiowe, czasem poznajemy kogoś i bum! love forever!
    Zachowanie Tate było lekko dziwkarskie, ale ona myślała, że tak go zdobędzie. Zakochane dziewczyny są nieobliczanlne!

    Widzę, że to, co mnie najbardziej podobało się w tej ksiażce, czyli ta ogormna miłość Tate, miłość, która ją upodliła, Ciebie gryzła najbardziej. Wiesz, jak bardzo odbieram tę książkę, no wiesz...

    Cóż, trundo i tak jestem mega szczęśliwa, że ją dla mnie przeczytałaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Milesa była czasem normalnie, a czasem tak z dupy wyśrodkowana... xD
      To nie jest życie życiem bohaterów tylko przegadanie jak dla mnie :D
      Ekhm, moja droga, ja jestem zakochana od 5 lat... xD I nigdy nie zachowywałam się dziwkarsko :D
      To nie miłość.... xD To ZAUROCZENIE xD

      Usuń
  2. A teraz sobie uświadom, że ta pani jest nazywana królową swojego gatunku XD
    Mnie pewnie naiwność bohaterki cały czas by po prostu bawiła. Tego typu historie na nic innego poza wyśmianiem często nie zasługują. Próbują wymusić emocje, są schematyczne, zwykle napisane nijak/bardzo prostym językiem. Fantastyka przynajmniej nawet jeśli ma jakieś schematy to pomysły autorów na swiat przedstawiony są inne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, i to mnie załamuje xD
      No właśnie, dlatego fantasy rządzi i nigdy więcej Hoover :D

      Usuń
  3. Z seksow to scena na stole w kuchni wygrała u mnie totalnie XD też najbardziej polubiłam kapitana w tej książce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, o której scenie już nawet mówisz.... Co ją wziął jak szmatę na pieska? :D

      Usuń
  4. Ja właśnie jestem w trakcie lektury tej książki... Także słyszałam wiele dobrych opinii na temat tej autorki, więc postanowiłam że w końcu się zapoznam z jej stylem . Padło właśnie na Ugly Love. I choć jestem dopiero w połowie... To już teraz mogę powiedzieć że po jej lekturze fanką autorki nie zostanę... Książka jak dla mnie bardzo przeciętna. Trochę nudzi... Aczkolwiek nie powiem, do najgorszych nie należy! Dlatego doczytam do końca :) i akurat dla mnie perspektywa Milesa, to było zaskoczenie i jak dla mnie dobry zabieg, trochę dodało to takiego tempa, innego stylu, klimatu wypowiedzi. Ale co kto woli :3 Myślę jednak że dam szansę jeszcze tej autorce. Być może ta tylko wyszła tak... A nie inaczej.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie należy... Ale ja czytam głównie fantasy :D

      Usuń
  5. Przed chwilą czytałam dobrą opinię na temat tej autorki, ale zupełnie innej książki. Czytałam "Never Never", nie była taka zła, ale wielkiego szału też nie ma. Z tego co wiem, to akurat "Ugly love", spotkało się z pozytywnymi i negatywnymi opiniami, dlatego ja po nią nie sięgnę, ale też nie przekreślam tej autorki i spróbuję zapoznać się z jej twórczością w innych książkach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno Ugly jest najgorsze, ale no... Dla mnie to była masakra, i nie mam zamiaru dawać autorce drugiej szansy :D

      Usuń
  6. Nie mój typ i chyba lepiej dla mnie. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak już sceny erotyczne pogarszają sprawę, to ja uciekam z dala od tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak dla mnie do Hoover ciągle opisuje to samo i tak naprawdę nic tak dobrego nie napisała - wszystkie jej ksiązki skupiają się na bohaterach z tragiczną przeszłoscią, którzy w końcu mają happy end no ale w sumie rozumiem fenomen autorki chociaż żeby zabrać się za jej książki muszę być w nastroju :) A w końcu zawsze staje na tym, że mam wiele innych ksiązek które muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja musiałabym teraz mieć przystawiony pistolet do głowy, aby sięgnąć po jakąś jej kolejną książkę no... xD

      Usuń
  9. Ta książka była jak dla mnie najgorsza wśród wszystkich napisanych przez autorkę. A szkoda, bo Milesa polubiłam i myślałam, że wszystko potoczy się inaczej...
    MÓJ BLOG - zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja nic innego tej autorki nie mam zamiaru czytać :D

      Usuń
  10. Tak na tę recenzję czekałam długo i szczerze, po raz pierwszy czytam, że ktoś uważa książki tej autorki za przewidywalne :D Ale i tak chce to przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo są przewidywalne, choć ja takich nie czytam... Ale no dla mnie prawie wszystko tam było oczywiste no :D

      Usuń
  11. O rany boskie! xD
    Miałam mówić ze Iana znajdziesz w November 9, ale to Miles hahaha ;D pardonsik ;D
    No ja też cie nie zabije za bardzo za ta recenzje czuj się bezpiecznie ;D
    Szkoda ze ci się nie spodobało ale to było do przewidzenia xD kocham cie i tak ! o ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahah xD
      Jak można nie zabić za bardzo? :D

      Usuń
  12. Mi podobało się pół książki... Pierwsza połowa wynudziła mnie tak bardzo, że miałam dość. Plus, że to był pierwszy romans jaki przeczytałam kiedykolwiek i przez to w sumie całościowo książka wypadła w moich oczach dobrze :D Ale i tak bardziej wolę kryminały, fantastykę, horrory itd :)
    Pozdrawiam! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fantasy <3 Kryminały <3 Precz z romansami :D

      Usuń
  13. Przeczytałam już kilka książek tej autorki i muszę przyznać, że poza "Maybe someday", która podbiła moje serce, reszta jej książek jest przeciętna. Ot, zwykłe romansy dla naiwnych nastolatek. "Ugly love" przeczytałam jakiś czas temu i to była zdecydowanie najgorsza książka Hoover po jaką sięgnęłam.
    Pozdrawiam,
    Biblioteczka Dagmary

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też słyszałam opinie, że jest ona najgorsza, ale cóż, ja nie sądzę, aby cokolwiek tej autorki kiedykolwiek mi się spodobało tak czy siak :D

      Usuń
  14. No cóż... Pozytywnej recenzji się nie spodziewałam...
    A ksiazki i tak czytać nie zamierzam, co chyba jasne jest xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, jak słońce :D Nikt się chyba pozytywnej nie spodziewał :D

      Usuń
  15. Nie przepadam za takimi naiwnymi bohaterkami, chociaż zdarzają się od tej reguły wyjątki. Do książek autorki mocno mnie nie ciągnie, chociaż może kiedyś nabiorę ochoty, by wyrobić sobie własne zdanie, kto wie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zmusiła Ola i jakoś wyrobiłam sobie zupełnie inne od niej :D Ale nie wiem, na co innego liczyła moja kochana xD
      Mnie takie bohaterki doprowadzają do furii xD

      Usuń
    2. Wiesz, jeśli miałabym szukać plusów tej furii, to zawsze to lepsze niż zupełna obojętność wobec bohaterki :)

      Usuń
  16. Nie mam zamiaru tykać tego nawet kijem. xD Nie cierpię takich schematycznych powieści z dziwkarskimi naiwnymi bohaterkami i badboyami... Nie, nie, nie, to nie dla mnie. :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahha, ja już też nie tknę kijem nic z tego gatunku ani tej autorki :D

      Usuń
  17. Akurat sceny erotyczne nie miały tu sensu, ale myślałam, że to będzie coś gorszego xd

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, ja napisałam, co sądzę o tych scenach... xD
      To było złe, ale Achaja jeszcze gorsza xD

      Usuń
  18. Kapitan!!! :) Ja i tak lubię tę książkę xd

    OdpowiedzUsuń
  19. "Z czasem zaczęła mnie nawet bawić naiwność głównej bohaterki. Wiecie, Miles jasno przedstawił jej zasady, ale głupia cipa i tak nastawiła się na to, że ją pokocha, a potem się dziwić, że ją ranił."
    Wydaje mi się, że chodziło o to, że ta ich miłość była właśnie brudna. Tate zaczęła zachowywać się jak wariatka (też nie pochwalam jej zachowania), chciała za wszelką cenę zatrzymać przy sobie Milesa, a ten ją ranił, bo nie potrafił pogodzić się ze swoimi demonami.

    Co do tego wyśrodkowania. Też tego nie lubię, ale rozumiem co Hoover chciała przez to przekazać, że Rachel a później Tate stały się tak jakby centrum jego świata ;D.

    OdpowiedzUsuń
  20. Wyjustowany tekst! Tak! Też jestem STANOWCZĄ zwolenniczką wyjustowanego tekstu xD
    Ugly love czytałam jako nieoficjalne tłumaczenie :P
    Hahahaha, wiedziałam, że ta recenzja taka będzie xD Ktoś kto nie lubi wątków miłosnych, takiej książki nawet kijem nie powinien ruszać xD Mi się podobała, ale wielką miłością do niej nie pałam :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Po Twoim komentarzu u mnie, aż sobie poszukałam tego wpisu o Ugly, żeby poznać Twoje zdanie o niej :-) Tak się składa, że też czytałam. Podobał mi się tam jedynie wątek z przeszłością Milesa. Czytałam w sumie tylko po to, żeby się dowiedzieć, co go kiedyś spotkało. Lubię czytać young adult, bo tam wszyscy mieli skopane życie a potem spotykają miłość i żyli długo i szczęśliwie. Odkładam taką i mówię sobie "zobacz, nie masz wcale źle. W porównaniu z nimi to masz zajebiste życie" :p Tylko seks mnie w tych książkach osłabia, w większości opisy są żenujące.

    OdpowiedzUsuń

Nie piszcie linków w komentarzach - zawsze odwiedzam Wasze blogi!

Za każdy komentarz osobie, która przeczytała post dziękuję ☻