6 mar 2016

Za co kochamy fantasy #6 - DżejEr Carmen

Kilka informacji na początek :)

  1. W pasku gadżetów pojawił się licznik. Nie pytajcie mnie, do czego odlicza :D Macie to napisane - odlicza czas do WIELKIEJ NIESPODZIANKI :)
  2. Dziś pojawi się nowa zakładka ze zrecenzowanymi książkami - zapraszam Was tam ^^ Zacznę od początków bloga, gdzie są recenzje cokolwiek okropne i niedopracowane, ale nie mam zamiaru ich poprawiać, aby każdy mógł zobaczyć, że zawsze trzeba od czegoś zacząć :)
  3. Mam zamiar wziąć się poważniej za fanpage'a bloga, ale nie wiem, co z tego wyjdzie :D Życzcie mi powodzenia :D


Moim kolejnym króliczkiem została DżejEr Carmen i mimo małych problemów technicznych, dałyśmy radę :D Jeszcze raz dziękuję ci za cierpliwość! :D

Kitty: DżejEr Carmen, od czego zaczęła się twoja miłość do fantasy? :) Była to konkretna książka, cała seria? :)

DżejEr: Do takiego poważniejszego fantasy przekonałam się po lekturze Pocałunku kier. Jak na młodzieżówkę, której opis sugeruje kolejny paranormalny romans to było świetne. I mi otworzyło oczy na książki inne, niż czytanie o nastolatkach zakochujących się w jakichś tajemniczych męskich osobnikach z mroczną przeszłością. Ale nadal jakiś sentyment do takich książek u mnie pozostaje. Bo na takie książki moją uwagę zwrócił popularny dekadę temu Zmierzch.

Kitty: Zmierzch... Ja mam nieciekawe wspomnienia xD Co do Pocałunku.... Pierwszy raz słyszę - może przybliżysz nieco fabułę? :)

DżejEr: Wieki temu to czytałam. Chodzi tam mniej więcej o to, że przedstawiciel rasy Kierów, Mordan porywa Lijanas, która należy do innej rasy i musi ją dostarczyć swojemu władcy. Wątek trochę przypomina relację "Pięknej i Bestii", ale po drodze między bohaterami rodzi się powoli porozumienie a nie pyk i romans po dwóch rozdziałach. No i pamiętam, że było kilka naprawdę fajnych fantastycznych stworzeń, to się w ogóle działo w świecie zupełnie na nowo wykreowanym, ale słabiej rozbudowanym niż w takim typowym fantasy. Z resztą wyszedł z tego co mi wiadomo tylko jeden tom a to trochę mało miejsca na stworzenie czegoś porządnego. Ale po przeczytaniu "Pocałunku kier" zaczęłam szukać ambitniejszych książek z wątkami fantasy. Później się pojawiły się polskie tytuły i niektórymi pomysłami naszych autorów byłam zaskoczona.

Kitty:  Ooo, lubię taką relację, że rodzi się porozumienie. A jest z nienawiści do miłości? :D O a którymi polskimi autorami się zachwycasz? :)

DżejEr: Z dobrych polskich autorów fantasy i literatury grozy mogę wymienić Kazimierza Kyrcza, Roberta Cichowlasa, Marcina Wrońskiego i Krzysztofa T. Dąbrowskiego. Ćwieka też czytałam, ale uważam go za dobrego pisarza humorystycznego, rozrywkowego, są u niego wątki fantasy, ale to nie jest takie klasyczne fantasy, nawet jakoś specjalnie nie postrzegam tego autora w kategoriach fantastów. Ale może dlatego, że Kłamca mi nie podszedł pomimo wątku z mitologią nordycką.

Kitty: Hm, ja Kłamcę kocham <3 
Żadnego z tych autorów nie znam.... o.O A czytałaś może Maję Kossakowską? :) 

DżejEr: Nie, nie czytałam, ale wiem, że jest niezła. Z resztą, jeżeli miałabym napisać o tym, czego jeszcze nie czytałam, a planuję... Nie mówiąc już o wielotomowych seriach. Swoją drogą czasem się zastanawiam, czy pisanie takich obszernych historii ma sens, kiedy przy piątym tomie czytelnik nie pamięta wydarzeń z trzeciego. A z drugiej strony jak jest ciek
awie po dużej ilości tomów, to musi znaczyć, że autor jest naprawdę dobry... Kossakowska z tego co wiem, jest zachwalana. I miałam okazję być na panelu, który prowadziła w czasie jednego z konwentów. Całkiem miło wspominam.

Kitty: Ja czytałam całą twórczość Flanagana i było tego 12 tomów, 5 tomów i teraz zacznę pierwszy tom nowej serii - i wiesz, jak coś jest dobrze napisane to nie ma problemu z pamięcią :) Ooo, chciałabym ją poznać! Czytałam Żarna niebios oraz Rudą Sforę :) Były niezłe. A z zagranicznych autorów fantastyki? :)

DżejEr: Z zagranicznych grę o tron ulubionego autora toczą Martin i Tolkien. Mam świadomość, że to zupełnie inne stylowo serie, zupełnie inne koncepcje światów i tak dalej, a mimo to ciężko mi się zdecydować, która lepsza. Oczywiście, książki Tolkiena są pisane pięknym językiem, same wydarzenia też wciągają i bohaterowie są godni uwagi, a jednak z twórczością Martina mam też wiele bardzo fajnych wspomnień, jestem wręcz zafascynowana Westeros i ogólnie kocham tą historię. Ciężko mi zdecydować. Inna sprawa, że Tolkien to takie typowe high fantasy, są smoki, elfy, krasnoludy, nieznane języki, magia, a u Martina jest więcej polityki i intryg. Więc podejrzewam, że ten spór nigdy nie zostanie rozwiązany ;) A z innych, mnie patetycznych klimatów, bardzo lubię Careya, Który napisała serię o Feliksie Castorze, zdaje się zwrócił któryś tom Twoją uwagę. Stworzył bardzo dobrego głównego bohatera z ciężką, powracającą co jakiś czas przeszłością i który zarabia na życie jako egzorcysta. Oprócz tego lubię serię o Sabinie Kane, też urban fantasy o wampirach i książki Patricii Briggs. Teraz czytam Sandersona - niespełna tysiąc stronicową cegłę (Droga królów). Również świetne, na pewno nie porzucę tego autora. Zobaczymy, jak się ten tom rozstrzygnie, ale facet ma wyobraźnię. To jest właśnie świetne w fantasy, że jedyne ograniczenia stawia ludzka wyobraźnia. I zawiera też w sobie jakieś tam wątki obyczajowe, bo bez tego rzadko można się obejść, a jednocześnie jest o niebo ciekawsze, niż powieści obyczajowe.

Kitty: Coś kojarzę z tym egzorcystą.... xD Hm, ja wolę Tolkiena, jego książki są mniej... porąbane xD Oooo lubisz wampiry? <3 A Droga królów - też mam w planach i cóż, mnie długość nie przeraża, tylko tematyka :D Hm, mi nie potrzebne wątki obyczajowe, chyba, że mitologia się do nich zalicza :D A jest jakieś fantasy, które może zmieniło twój światopogląd? Że zaczęłaś żałować, że nie ma elfów/wróżek/magii itp? :)

DżejEr: Tak miałam od początku. Znaczy jeszcze na etapie czytania paranormalnych książek pokroju Szeptem. Zaczęłam wręcz niesamowicie się smucić, że żyjemy w pozbawionym tego całego magicznego realizmu świecie, że to co się u nas dzieje, pogoń za karierą i pieniądzem jest takie oczywiste, że nie ma właśnie ni smoków, ani żadnych innych ras poza ludzką, że nie ma zaklęć, że żeby wzbić się w powietrze potrzebujemy całej kupy żelastwa i to jeszcze szczelnie zamkniętej, żeby nam się przez przypadek nic nie stało. A z drugiej strony jestem osobą twardo stąpającą po ziemi i pewną, że nigdy nic takiego się nie zdarzy. Pewnie dlatego uciekam w fantasy. Bo jest dużo ciekawsze niż nasza szara codzienność. A z trzeciej strony (bo druga już była), nie zatraciłam mimo wszystko umiejętności cieszenia się z byle prostych rzeczy, które spotykają mnie na co dzień :) Trochę odbiegłam tematem, ale po prostu za dużo czasami myślę i zawsze staram się iść krok dalej w tych moich rozważaniach. Przepraszam za dygresję :)


Kitty: Hahahah to wrócę do pytania: a lubisz wampiry? Bo o nich wspomniałaś :D
Ja też uciekam w fantasy, bo nudzi mnie szara rzeczywistość :D Chociaż niektóre elementy byłyby fajne w realnym życiu, to nie mieliby o czym pisać fantasy, gdyby w naszym świecie była magia :D
I nie przepraszaj, to ma być rozmowa, luźna, powiązana z fantasy :)


DżejEr: Hm, wampiry powiadasz. Tak, lubię, ale takie wampiry wampirze, a nie edwardowe. I takie wampiry występują na przykład w Anno DRacula. Podobała mi się ta książka głównie dlatego, że była mroczna, a krwiopijcy bezlitośni. A to, co z wampirami zrobiła popkultura, no to cóż... trudno. Wspomniany przez mnie cykl o Sabinie jest dobry, nie ma tam świecenia się w słońcu, a wampiry w tym świecie faktycznie przesypiają dzień, choć nie w trumnie i mogą chodzić tylko po nocach. Do samej "rasy" mam sentyment, ale już nie poluję na książki o tej tematyce. W kolejce do przeczytania stoi jeszcze Dracula. Ach, no i jak mogłam zapomnieć. Przeczytałam całą serię Wampirów z Morganville, też jeden z moich sentymentów, nawet nie wiem, czy nie wrócę do niej jeszcze raz. Tam też wampiry są złe, a ludzie muszę z nimi walczyć, a nie sąsiadować i podrzucać im wiewiórki...


Kitty: Hm, ja lubię wampiry z serii o Sookie, Eric <3 
Ale te zmierzchowe, bleh.... Nie wiem, mi nie pasowało wcale takie wyobrażenie. Wolę bezlitosnych krwiopijców!
A tak w ogóle, co powiesz teraz, już jakiś czas po czytaniu tychże książek, o serii R. Mead o sukkubie? Bo mam na nią wielką ochotę :)


DżejEr: O, czytałam tylko jeden tom o Sookie i jakoś mi się nie spodobał, nawet do drugiego nie doszłam, bo mnie denerwowała sama Sookie. Mead... To taka paranormalna seria dla dorosłych, bo oprócz wątków nadprzyrodzonych jest erotyka, coś, czego brak w młodzieżówkach z wiadomego powodu. W sumie to całkiem fajna seria, ale w pewnym momencie, przy okazji czwartego tomu za dużo było dla mnie rozterek miłosnych, żeby to czytać dalej. Jak chcesz całkiem spoko serię o wampirach to polecam Rachel Ward. Tam też jest romans, głównie dlatego przeczytałam tylko jeden tom, ale całkiem dobra seria, o Bractwie czarnego sztyletu, którego członkowie (wampiry) walczą z takim głównym złym charakterem, który o ile mnie pamięć nie myli stworzył albo jakąś inną niebezpieczną rasę albo prowadził jakieś eksperymenty. W każdym razie ten jedne tom był całkiem dobry, tez z romansem i o ile mi wiadomo, każda część opowiada o innym bohaterze spośród członków Bractwa. Jak nie przeszkadza Ci erotyka to i sukub i Bractwo powinny Ci się spodobać, tylko miej na uwadze dość znaczący wątek romantyczny. Ja uciekłam już od takich książek.


Kitty: No taak, Sookie jest denerwująca i Bill też, ale Eric <3
Ja kocham erotyki <3 Zresztą, Sookie to też erotyk, bo ona daje każdemu :D Hm, a romans a erotyka to dla mnie dwie różne rzeczy :D Erotykę lubię, romansu nie xD 
Ale tak wracając do fantasy - a jakie stworzenia nadprzyrodzone lubisz najbardziej? Np. jakbyś miała mieć nadprzyrodzone faceta, to jakiej rasy? Chyba, że może... zwierzątko nadprzyrodzone? :)


DżejEr: Huehuehue, dobra, to powiem tak. Jak bym miała mieć faceta nadprzyrodzonego, to wilkołaka, bo mam słabość do wilkołaków i nie przeszkadzałoby mi, gdyby na jedną noc wybywał z domu i przemilczmy, co robiłby dalej. Ale wilkołaki są spoko, dzikie i... cieplejsze niż wampiry. Mógłby być też egzorcysta, ale to pewnie z powodu mojej słabości do Castora. A zwierzak? No jasne, że jednorożec! Albo pegaz. Albo dwa w jednym, nie obrażę się. Kocham konie, więc inne opcje nie są tak atrakcyjne jak właśnie te koniopodobne formy ;)

Kitty: Rozwaliłaś mnie tym przemilczeniem :D Ooo, a jak nazwałabyś swojego jednorożco-pegaza? :D Bardzo mnie to ciekawi :D Bo o takim połączeniu to jeszcze nie słyszałam :D

DżejEr: Powiedzmy, że przemilczałam podlewanie okolicznych latarni, tak? :P Lotorożec? Rogolot? Chyba pierwsza opcja jest zgrabniejsza, ale mi gdzieś mignęło takie połączenie, z resztą dość często się myli jednorożce i pegazy z tego, co zauważyłam. O, mam trzecią opcję. KzRiS (Koń z Rogiem i Skrzydłami).


Kitty: Ta trzecia opcja najfajniejsza :D A myślałam o przemilczeniu np. rozszarpywania biednych stworzonek typu jelonek :D No, ale tak, wcześniejsza rozmowa o erotykach robi swoje :D Ja rozróżniam bez problemu jednorożca i pegaza i nie wiem, jak można by pomylić te dwa gatunki...
A powiedz mi, co byś wolała: egzorcyzmy z Feliksem czy może wieczór pełen magii i eksperymentów z Dannylem? :D (hm, zważ na to, że nie czytałam jeszcze Nowicjuszki, więc nie spoileruj mi przypadkiem... bo lubię Dannyla, ale koleżanka ostrzegła mnie, że w drugiej części dowiem się o nim czegoś, co mi się może nie spodobać :D)


DżejEr: O, też polubiłam Dannyla, w ogóle chwilę mi zajęło ogarnięcie, skąd go kojarzę :) Cóż, biorąc pod uwagę wydarzenia z drugiej części... Jasne że wolę Feliksa. Ale ogólnie rzecz biorąc nawet i bez brania pod uwagę tego "czegoś" związanego z Dannylem wolałabym Feliksa. Dużo ciekawszy bohater. Canavan mogłaby trochę bardziej uwidocznić charakterystyczne cechy niektóych swoich bohaterów. Dannyl ma dosyć nietypowy charakter, ale słabo jest to zaznaczone. Swoją drogą, czeka mnie na wiosnę ostatni tom Trylogii Ambasadora, jedna z ostatnich młodziezowych serii, które jeszcze czytam.


Kitty: Ja niedługo wezmę się za drugi tom trylogii Milenium :D Ale za Nowicjuszkę też się kiedyś wezmę i już się boję, co się okaże z Dannylem, bo kurde po Cerym to najfajniejsza męska postać.... :D 
No to już nie mogę się doczekać Feliksa! :) 
Dziękuję ci bardzo za rozmowę :) (i za cierpliwość z moim odpisywaniem ^^) Chciałabyś dodać jeszcze coś od siebie, to śmiało :)


DżejEr: Nie, na chwilę obecną niekoniecznie, ale polecam się jako królik doświadczalny ;) Spoko, cierpliwa jestem. Ciesze się, że jakoś pomogłam, miło się gadało. Też uważam, że Cery jest spoko. ALe za Milenium to już się chyba nie wezmę. Miłego wieczoru.


Kitty: Jasne! Będę pamiętać, bo rozmowa była bardzo przyjemna, nawet jeśli nie do końca w ramach fantasy :D 
Miłego, zaczytanego wieczoru! :)

21 komentarzy:

  1. Podczas mojej ostatniej rozmowy z pewnym człowiekiem doszliśmy obydwoje do wniosku, że Martin, chociaż tworzy bardzo logiczny świat, po prostu... nie potrafi pisać. Ma dobrych bohaterów, dobry świat, ale styl u niego trochę leży. Pewnie sporo osób by mnie za to zhejtowało, ale po przeczytaniu 2 tomów mam go po prostu dosyć xd Za dużo nieistotnych wątków, za dużo nieistotnych drzew genologicznych, za dużo przeciągania... to irytuje troszkę ;D
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, wiesz co - mnie Martin może jakoś specjalnie nie zachwyca, ale dla Jona i Aryi jestem w stanie czytać dalej :D Ale wkurza mnie ten ogrom bohaterów, bo jest ich taka masa, że gubiłam się, kto jest kim :D

      Usuń
    2. O matko, jakie ja tu bluźnierstwa widzę! Według mnie właśnie to u Martina jest cudowne, że on nie skupia się na jednym, nudnym wątku, ale kreuje prawdziwą pajęczynę intryg i machlojek! Przecież te książki nie byłyby tak wciągające, gdyby liczyły 200-300 stron. Nie wyobrażam sobie, by w ogóle jego twórczość mogłaby zostać aż tak spłycona. Są momenty, kiedy i mnie odrobinę przynudzał jakiś rozdział czy fragment, ale wtedy po prostu odkładam książkę i sięgam po nią, gdy nabiorę ochoty za godzinę czy dwie - bo po co się męczyć? Martina zawsze będę kochać, bo właśnie to rozbudowane uniwersum sprawia, że ja to kocham!

      Usuń
    3. Jasne, wielowątkowość jest fajna, i np. mi podoba się to, że mamy nie tylko Starków, ale i Dany, ale kurczę, niektóre te wątki według mnie to tylko zaśmiecały książkę, choć - jak pisałam w recenzji - i tak podziwiam autora, że sam się nie pogubił :D

      Usuń
    4. Z dobrego źródła wiem, że im dalej, tym gorzej i nudniej. Meh, rozbudowane uniwersum jest fajne, cudowne, świetne - ale gdy książka ma zbyt wiele wątków, to też nie dobrze. Osobiście wolę mieć 20 różnych historii z tego samego świata [jak np. w przypadku Świata Dysku], niż jedną, gdzie niektóre wątki można by spokojnie wywalić i główna linia fabularna by nie ucierpiała. Wyważenia mi w tym wszystkim brakuje.

      Usuń
    5. Hm, tzn. tak, jak np. u Flanagana jest non stop jeden świat, wydarzenia są rozbite na 2 serie i powstaje trzecia, ale to jest według mnie genialne, bo każda książka toczy o innym wątku i delikatnie i spójnie się zazębiają, ale nie ma takiego nagromadzenia w jednym tomie :D

      Usuń
  2. Większości wymienionych przez was w tej rozmowie książek nie czytałam więc nie potrafię się ustosunkować. Mogę tylko powiedzieć, że Trylogię Czarnego Maga zamierzam już od dawna przeczytać, ale jeszcze nie wpadła w moje czytelnicze łapki. Tolkiena (po przeczytaniu tylko Hobbita, ale niedługo zamierzam też Władcę Pierścieni) jakoś jeszcze nie uwielbiam, ale może się to zmieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! To trzeba nadrobić, jak już skończysz z Jeżycjadą :)
      Hm, Hobbit według mnie to był najgorszą książką Tolkiena :D

      Usuń
    2. Właśnie postanowiłam, że sobie zrobię małą przerwę od Jeżycjady i w końcu zaczęłam czytać jakiś bestseller czyli Więźnia Labiryntu. Przeczytałam kilka rozdziałów i czuję, że nie polubiłam Thomasa...
      Hm, dobrze wiedzieć, że inne książki są lepsze od Hobbita, bo mnie nie zachwycił i trochę się obawiałam :)

      Usuń
    3. Ej, spoko, ja też bardzo nie lubię Thomasa :D I Teresę też niezbyt. I ogółem nie rozumiem aż takiego szału na tę książkę :D
      Nie, Hobbit według mnie był najgorszy :D

      Usuń
  3. Od lat czytam fantastykę i mimo paru wyskoków do innych gatunków, do fantastyki zawsze wracam, ale aż wstyd się przyznać, że większość utworów Tolkiena i Martina przede mną.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, ja Martina czytałam tylko Grę o tron :D I jakoś nie jest mi z tym źle :D

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. No zdjęcia też ciut miejsca zajmują, ale faktycznie się rozgadałyśmy :D

      Usuń
  5. U mnie bez dwóch zdań wygrałby Tolkien - chyba nigdy nie wyleczę się z miłości do Władcy Pierścieni. :D Uwielbiam twórczość Trudi Canavan, a już zwłaszcza Czarnego Maga i Erę pięciorga. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mój świat, ajajjajaja ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja wprawdzie po fantasy sięgam nieśmiało i od czasu do czasu jedynie, ale jeśli będę miała na nie ochotę - na pewno powrócę do tego wywiadu. Obecnie próbuję zdobyć "Grę o tron" więc już wkrótce po coś tam sięgnę. Choć ogólnie nie moje klimaty z przyjemnością czytałam tę rozmowę. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie miłość do fantasy dopiero się rodzi i bardzo fajnie było poczytać taką dyskusję!

    OdpowiedzUsuń
  9. Mi osobiście bardzo podoba się Hobbit do Władcy pierścieni nie jestem na razie przekonana. Ale kocham fantastykę i zawsze chętnie wracam do tego gatunku. Ciekawi mnie ta Wielka niespodzianka :D
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  10. O dobrze że jest ktoś kto woli wampira wampira a nie wampira Edzia który sb świeci szkoda że nie w ciemności to by było coś xD
    Tolkiena nie czytałam i nie bardzo mi się chce do niego zabierać, ale Martin *-* no to już coś cudownego ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurczę, czułam się trochę wykluczona o.O Nic tu prawie że nie znam... :P
    Mnie do pegazów i jednorożców nigdy jakoś nie ciągnęło, ale moja przyjaciółka strasznie chciałaby mieć pegaza :D Ja tam wolę smoki xD

    OdpowiedzUsuń

Nie piszcie linków w komentarzach - zawsze odwiedzam Wasze blogi!

Za każdy komentarz osobie, która przeczytała post dziękuję ☻