23 lis 2016

'Summoner. Zaklinacz. Początek' T. Matharu

Tytuł: Summoner. Zaklinacz. Początek (oryginalnie: Summoner. The Novice)
Autor: T. Matharu (tłumacz: G. Komerski)
Cykl: Zaklinacz
Ilość stron: 420
Wydawnictwo: Jaguar (w roku: 2015)

Bierze udział w wyzwaniach: 52 książki w ciągu roku, ABC Czytania, Wyzwanie biblioteczne

Opis:
Fletcher, uczeń wioskowego kowala, odkrywa przypadkiem w sobie rzadki wśród ludzi talent do przyzywania żyjących w innym wymiarze demonów. Fałszywe oskarżenia o zbrodnię zmuszają chłopaka do ucieczki z rodzinnej wsi. Wraz ze swym własnym demonem, Ignatiusem, Fletcher trafia do Akademii Vocanów, gdzie podobnie jak on utalentowani młodzi ludzie ze wszystkich warstw społecznych królestwa studiują sztukę zaklinania magicznych istot. Wyczerpujący kurs ma na celu wykształcić studentów na magów bojowych, którzy dołączą do wojsk królestwa Hominum toczących krwawą wojnę z dzikimi, bezlitosnymi hordami orków. (nie, żeby coś, ale od tego momentu opis to bzdury) Tymczasem jednak nad nowymi przyjaźniami chłopaka zbierają się ciemne chmury. Wśród uczniów akademii narasta rywalizacja. Mając pewne oparcie jedynie w Ignatiusie, Fletcher musi dokonywać wielu trudnych wyborów. W dodatku coraz więcej wskazuje, że w rękach chłopaka spocznie los całego królestwa… 

Opinia:
Dzisiejsza recenzja będzie recenzją, na którą ja sama czekałam. Dlaczego? Ponieważ recenzowana książka została okrzyknięta jedną z najbardziej wciągających serii fantasy ostatnich lat, porównywano ją do HP i Władcy Pierścieni (czyli klasyków w moim przekonaniu), a na wstępie panie Anna i Ewa z wydawnictwa Jaguar powiedziały, że wreszcie, po latach, jest książka na miarę naszych ukochanych Zwiadowców. Tyle chwytów marketingowych (wielki napis na okładce 7 milinów czytelników na WATTPAD.COM), tyle porównań... Wiem jednak, że Jellyfish książka się nie spodobała i to dało mi do myślenia. Postanowiłam jednak mimo wszystko przeczytać. W końcu, jeśli same panie z wydawnictwa twierdzą, że to książka na miarę Zwiadowców to chyba coś w tym jest, prawda? 

Otóż, niekoniecznie, ale po kolei. Styl autora przypadł mi do gustu, były momenty szalenie zabawne, chwilami niepokoiłam się o losy bohaterów, a raz prawie popłakałam. Autor gra na emocjach czytelnika, ciekawie kreuje nowy świat, Hominum, a także cudownie prowadzi akcję. Uważam, że jak na debiutanta ma cudowny styl i nie mam się do czego przyczepić. Jedynie ze strony wydawnictwa - raz było pomylone imię... Ależ mnie takie rzeczy irytują!
Wszystkie chwyty dozwolone. Zasady są dobre dla dobrze urodzonych.
Fabuła to... Mieszanka. Mieszanka Harry'ego Pottera, sagi wiedźmińskiej, Władcy Pierścieni i powiedziałabym nawet, że Zwiadowców. Fletcher to sierota, wychowana przez wioskowego kowala, podrzutek. Oskarżony o coś, czego nie zrobił, musi uciekać, aby po chwili zanurzyć się w świecie polityki, magii oraz wojny, ponieważ Arcturus zobaczył w nim potencjał i wysłała do Akademii. Ponadto w tym świecie z ludźmi walczą elfy i krasnoludy - o poważanie, o równouprawnienie, o swoje prawa. Dodajmy do tego Akademię, gdzie uczą się zaklinacze... Wypisz wymaluj Halt i Will, podrzucenie Harry'ego, Hogwart oraz konflikty rasowe z sagi i Władcy Pierścieni. Czytając książkę miałam gdzieś ciągle z tyłu głowy ale to wszystko już gdzieś było. Dlatego książka nie należy do ostoi oryginalności i nieprzewidywalności. Dałam jej jednak 7/10 na LC - dlaczego?

Książka nie odkrywa przed nami niczego nowego, ale autor tak umiejętnie prowadzi akcję i wprowadza nas w świat, że z każdą kolejną stroną czyta się coraz szybciej. Nie skupiając się na powielanych motywach, możemy odkryć naprawdę magiczną stronę tej książki. To co cieszy mnie najbardziej to to, że książka opowiada o odkrywaniu siebie, o walce o siebie, o przyjaźń, o honor, a nie o miłości! Coś dzieje się przez całą książkę, nie mamy momentu na oddech! Poza wspomnieniem miłości ojcowskiej, braterskiej, siostrzanej... Nie ma tu ani grama wątku miłosnego! Co prawda pojawia się jego lekki zalążek, ale mam wrażenie, że będzie to subtelne, kiedy już się pojawi. 

Autor ciekawie kreuje też bohaterów. Fletcher, nasz główny bohater i narrator to chłopak wybuchowy, z poczuciem humoru i potrafiący o siebie zadbać mimo prześladującego go pecha. Jest też niezwykle pomysłowy. Bohaterem, który naprawdę podbił moje serce, był Ignatius. Jeju, ja też chcę takie urocze stworzonko ziejące ogniem! Postaci pierwszoplanowe są wykreowane ciekawie, nawet całkiem realnie - taka Sylva i jej obowiązki, a pragnienia, wewnętrzna walka o to, aby zwalczyć presję i zrobić wszystko najlepiej, nie porzucając przy tym przyjaciół. Nie polubiłam jej od początku, ale z czasem skradła moją sympatię. Tak samo, jak Othello, który był genialnym przyjacielem i inteligentnym krasnoludem! Niestety przy tej trójce przyjaciół ginie nieco kreacja Serapha, który niejako też należy do tej paczki, ale wydaje się być doczepką. Charaktery postaci drugoplanowych są nakreślone, nawet całkiem nieźle, ale niektórych jednak gorzej od innych. Bohaterem bezapelacyjnie kochanym jest za to ojczym Fletchera - Berdon <3
Zasłaniamy nasze twarze, by mężczyźni żenili się z nami z miłości, a nie z czystego pożądania. 
Podsumowując, jak widzicie mam o książce do powiedzenia wiele. Bo uważam, że to bardzo dobra pozycja, ale jak śpiewała Maryla Rodowicz - Ale to już było.... Mimo to, kiedy nie będziemy na tych podobieństwach się skupiać, możemy odkryć naprawdę cudowny świat, jaki wykreował autor, a akcja na pewno nie pozwoli nam się nudzić. Ja na przykład chętnie sięgnęłabym już po kolejny tom, który - mam nadzieję - będzie mniej schematyczny, bardziej oryginalny :) Jednak to nie jest książka na miarę Zwiadowców, Władcy Pierścieni czy HP. Autor ma jednak potencjał, aby napisać coś równie dobrego - o ile tylko wysili się na oryginalność :)

22 komentarze:

  1. Już sama okładka przywodzi nawet na myśl "Zwiadowców" ;) Ja jednak mimo wszystko wątpię, abym sięgnęła po tę książkę. Nie wiem, jak odebrałabym taką mieszankę wszystkich ulubionych powieści fantasy, ale mnie bardzo denerwuje powielanie schematów i inspirowanie się innymi historiami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, mnie to aż tak nie denerwuje, bo czasem te powielane historie są lepsze od tych, na których się wzorowano :P

      Usuń
  2. Raczej nie moje klimaty. Chyba bym się nie odnalazła :)

    Buziaczki! ♥
    Zapraszam do nas 😍
    Świat oczami dwóch pokoleń

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie podobieństwa na pewno irytują, ale, z drugiej strony, ciężko dziś napsiać coś, czego już nie było.

    OdpowiedzUsuń
  4. Raczej podziękuję, nie moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  5. podobieństwo do innych książek aż razi w oczy, jednak mimo wszystko chce ja przeczytać i już szukam wolnego czasu by ją zacząć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem właśnie nie jest aż tak źle :D

      Usuń
  6. Moje zdanie na ten temat dobrze znasz (co nawet podkreślasz w recenzji :P), ale jeszcze szybko się powtórzę wszem i wobec: powtórzenie wielu schematów - to prawda. Mi to najbardziej przypominało "Eragona". I przez to jestem zrażona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi Eragona aż tak może nie przypominało, ale ja go czytałam ileś tam lat temu xD

      Usuń
  7. To może ja się też wreszcie za to zabiorę?

    OdpowiedzUsuń
  8. Raczej mnie to nie przekonuje, ale... orkowie skojarzyli mi się z trylogią "Orkowie". Irracjonalna fantastyka XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ważny jest też sposób przedstawienia :D W tej części aż tak dużo nt. orków nie ma jeszcze xD

      Usuń
  9. Mraśna to jest ta okładka :D
    Tyyy to ta ksiażką której kawalątko recenzji widziałam ! :D A widzisz też na nią czekałam tylko zapomniałam jak jej było xDDD Brawo ja xD
    Powiem tak nie czytałam żadnego klasyka porównanego do tej książki i nie zamierzam więc po te może się skuszę :D Z racji tego zwierzątka ognioziejącego xDDD

    OdpowiedzUsuń
  10. Jakoś takoś.. nie przemawia. Kiedyś widziałam ją na jakiejś promocji, ale w sumie dobrze, że jej nie kupiłam

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NO, tobie mogłaby się nie spodobać :P

      Usuń
  11. No nie wiem... Irytują mnie takie podobieństwa, ale skoro mówisz, że nie jest aż tak źle to może, może się skuszę. Jednak nie jest to moje jakieś wielkie "must read"...

    OdpowiedzUsuń
  12. Trochę szkoda tych schematów, ale mnie nigdy nie odstraszały :P Jestem ciekawa tej książki :D
    I brak wątku miłosnego? No, to się rzadko zdarza xD

    OdpowiedzUsuń

Nie piszcie linków w komentarzach - zawsze odwiedzam Wasze blogi!

Za każdy komentarz osobie, która przeczytała post dziękuję ☻